Recenzja „Duch w sieci” – Kevin Mitnick, Simon William L.

Autor: Kevin Mitnick, Simon William L.
Tytuł: Duch w sieci
Wydawnictwo: Pascal

duch-w-sieci

Książkę kupiłam dość dawno, ale nie mogłam się „porządnie” do niej zabrać i wciąż odkładałam na tak zwane „później”, które nigdy nie nadchodziło. W zasadzie nie przepadam za biografiami, nie czytałam ich zbyt wiele i ciężko mi się przełamać, by zacząć je czytać. W swojej karierze czytelniczej mam różne „zrywy” i często pochłaniam przez dany okres literaturę jednego typu, jednak nigdy nie były to biografie. Ale sama historia Kevina Mitnicka mnie na tyle zainteresowała, że postanowiłam oddać się lekturze i szczerze mówiąc – nie żałuję!

Sama postać głównego bohatera jest mi dobrze znana. Kevin Mitnick jest najbardziej znanym hakerem na świecie, który zaczynał od hakowania telefonicznego. Wiele lat odsiedział w więzieniu za swoje przestępstwa, wiele też się ukrywał. „Duch w sieci” nie jest jego pierwszą książką, jednak innych nie udało mi się jeszcze przeczytać.

Autobiografię Mitnicka bardzo przyjemnie się czyta, autor jest bardzo zabawny, szczery ze swoimi czytelnikami i dość dokładny w opisywaniu przykładów ze swojego hobby. Jest też bardzo inteligenty i sprytny. Pokazuje w swojej książce, jak dobrze w wielu przypadkach potrafił posługiwać wyłącznie swoim sprytem, by zdobyć niektóre informacje. Socjotechniki, które wiele razy stosował pokazują, jak naiwni są ludzie pracujący w wielu branżach.

Ciekawie również ukazana jest nieudolność FBI w tamtych czasach, która nie potrafiła nie tylko znaleźć Kevina, ale również sama wpadała często w jego pułapki. Sama technologia wykorzystywana w tamtych czasach (przełom lat ’80/’90) jest tak dobrze przestawiona i opisana, że każdy czytelnik może sobie uświadomić, jak bardzo poszliśmy technologicznie do przodu, w tak krótkim czasie!

Wydaje mi się, że nie trzeba mieć dużej wiedzy technologicznej, aby przeczytać autobiografię Mitnicka. Wiele rzeczy opisuje na tyle prosto i dokładnie, że ciężko byłoby nie zrozumieć. Osobiście jest on osobą, która bardzo mi imponuje swoimi umiejętnościami i sprytem.

Bardzo polecam wszystkim „Ducha w sieci”, to naprawdę bardzo dobra książka.

99 seriali… #3

pexels-photo-57043

W ostatniej części tego cyklu prezentowałam Wam 3 seriale zagraniczne, które skończyły się nagle. Dzisiaj chciałabym podjąć się kontynuacji tego motywu i polecić trzy seriale polskie, które skończyły się po pierwszym sezonie. Wiele osób uważa, że polskie seriale są niewarte oglądania, słabe i do niczego. Nie mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem, ponieważ niektóre oglądam od wielu lat i wciąż mnie na nowo zaskakują.

2xl

2XL

To historia młodej kobiety z dużą nadwagą i ogromnym temperamentem, która w pewnym momencie postanawia się odchudzić. Udaje się do dietetyczki (która również ma problemy z wagą) i szybko się z nią zaprzyjaźnia. Jest to serial komediowy, jednak w dobry sposób pokazuje zmagania kobiet z nadwagą, życiem codziennym, przeszłością oraz rozterkami miłosnymi. Nigdy nie nagrano kolejnego sezonu, prawdopodobnie ze względu na małą oglądalność.

az-po-sufit

Aż po sufit

Serial opowiada o rodzinie z trójką dorosłych dzieci. Jak to mówią, małe dzieci – mały problem, duże dzieci – duży problem i w tym serialu to powiedzenie się sprawdza. Każdy z odcinków pokazany jest z perspektywy jednego członka rodziny: matki, ojca, córki, starszego brata albo najmłodszego. Cała historia przedstawiona w serialu jest bardzo poruszająca, momentami też smutna. Pokazuje jednak, że w życiu bardzo ważna jest rodzina i zawsze powinniśmy o tym pamiętać. „Aż po sufit” ściągnięto z anteny ze względu na zbyt małą oglądalność, która wynikała z tego, że widzom nie podobała się główna para serialu – Cezary Pazura i Edyta Olszówka.

powiedz_tak

Powiedz tak!

Zostawiłam ten serial na sam koniec, ponieważ jest moim ulubionym w tej serii. Opowiada on o młodej dziewczynie, która po udanym ślubie swojej siostry, postanawia zająć się organizacją wesel. Poza tym po konflikcie z ojcem, zostaje zwolniona z pracy i postanawia się wyprowadzić. Cały serial nie należy do tych z cyklu cukierkowych, wesołych produkcji, w których wszystko układa się zawsze najlepiej. Muszę się przyznać, że po każdym odcinku chciało mi się płakać. Mamy tutaj dwie młode dziewczyny, zmagające się z życiem codziennym, starszą aktorkę, którą nikt już nie chce nigdzie zatrudnić, muzyka, który marzy o karierze i wiele wiele innych. Nie wiem z jakiego powodu serial nie będzie kontynuowany…

Recenzja „Bridget Jones. Szalejąc za facetem”- Helen Fielding

Autor: Helen Fielding
Tytuł: Bridget Jones. Szalejąc za facetem
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

bridget-jones-mad-about-the-boy

Poznałam postać Bridget Jones jakieś dwa lata temu i od razu poczułam do niej sympatię. Pierwszą część jej przygód mogłam oglądać codziennie, do śniadania, obiadu i kolacji i to nie tylko ze względu na wspaniały brytyjski akcent towarzyszący temu filmowi. Szybko też zaczęłam chłonąć dwie części książki i od tech chwili też utożsamiałam się z Bridget!

Ktoś może powiedzieć, że nie ma czym się chwalić, że każda kobieta utożsamia się z Bridget, bo chce znaleźć swojego Darciego. Prawda jest jednak taka, że jestem taką samą sierotą życiową jak ona. Do dziś nie zapomnę, ile w życiu zrobiłam sobie wstydu, i to nie tylko przed płcią przeciwną. Taka już jestem! Ale (!), wciąż czekam na swojego Darciego!

Trochę wstęp nie współgrał mi z resztą wypowiedzi, ale z racji, iż w kinach pojawiła się trzecia już część przygód Bridget, postanowiłam, że przeczytam jej (jak mi się ówcześnie wydawało) odpowiednik książkowy. Niestety (a może i na szczęście) książka nie ma zbyt wiele wspólnego z filmem, ale wciąż idealnie przedstawia losy naszej wspaniałej Bridget.

„Bridget Jones. Szalejąc za facetem” to bardzo ciekawa, momentami smutna, ale za to, jak na główną bohaterkę przystało, bardzo przewrotna historia. Trochę zawiodłam się, że już od samego początku wiadomo, że Jones jest wdową z dwójką dzieci, czasami nawet historia robi się przez to dość ckliwa. Jednak od razu można zauważyć, że Bridget przybyły tylko lata, ale znajomi, przyjaciele, jak i sama Jones, pozostały bez zmian!

Ciekawie przedstawione są też dzieci bohaterki, młodsza córka bardzo podobna do matki, roztrzepana i rozczulająca na swój własny sposób. Z kolei syn bardzo inteligentny, dociekliwy, często zadziwia swoją matkę, która jak sama stwierdza – ma on charakter ojca!

W tej części bohaterka wciąż pragnie miłości, na nowo uczy się podrywać mężczyzn i wciąż studiuje stosunki damsko-męskie, czytając milion poradników. Zapomniałam dodać – na wiecznej diecie! Spełnia też swoje marzenie i pisze scenariusz, którego realizacja jest dość komiczna. Tęskni za Darcym i uważa się za złą matkę. Jednak jej można wszytko wybaczyć, to przecież Bridget Jones! Czym byłoby jej życie bez ciągłych perypetii?

99 seriali… #2

pexels-photo-57043

W ostatnim poście o serialach nie napisałam, że zamierzam wprowadzić cykl „99 seriali..”, który będzie się składał z 33 postów na temat 3 wybranych przeze mnie seriali. Nie wszystkie być może Wam się spodobają a może niektórych to też będą jedne z ulubionych :). Kto wie?

Cykl rozpoczęłam 3 serialami komediowymi, a dzisiaj prezentuje pierwszą część seriali, które pokochałam, ale niestety już przestali je nagrywać. Głównym tego powodem była ich niska oglądalność, ale ja do dziś nie potrafię wybaczyć tego producentom…

kyle_xy

Kyle XY

Trafiłam na ten serial przypadkiem, oglądając AXN i postanowiłam, że nadrobię zaległe odcinki. Głównym bohaterem jest tytułowy Kyle, który zostaje znaleziony nagi w lesie i przekazany ośrodkowi dla nieletnich. Stamtąd zabiera go psycholog i przygarnia do swojej rodziny wraz z mężem i dwójką dzieci. Niby nic niewinnego, jednak od samego początku z Kylem jest coś nie tak. Mimo swojego wieku, chłopak zachowuje się, jakby dopiero się narodził. Dziwne również staje się to, że bohater nie posiada pępka, ale jest bardzo inteligentny i szybko się uczy.

Serial mnie bardzo szybko „wciągnął” i nie mogłam się od niego oderwać. Pamiętam, że nawet miałam płyty DVD, które ciągle oglądałam, ponieważ tak go uwielbiałam. Niestety przestali go nagrywać już po wyemitowaniu trzeciego sezonu a sam serial kończy się z nierozwiązanymi wieloma wątkami. Nic nie zapowiada się na to, by był jeszcze kiedyś kontynuowany.

gdzi_pachna_stokrotki

Pushing Daisies – Gdzie pachną stokrotki

Polecił mi go kolega, mówiąc, że z pewnością mi się spodobał. I wiecie co? Miał rację! Serial opowiada o młodym cukierniku Nedzie, który prowadzi własną kawiarnię w centrum miasta. Co jest niezwykłego w tym serialu? Ned ma niesamowity dar, potrafi ożywić dotykiem umarłego, jednak tylko na minutę, ponieważ po tym czasie umiera inna osoba. Jest jeden haczyk, gdy dotknie tej osoby jeszcze raz, ta umiera już na zawsze. Dzięki swojemu darowi, cukiernik pomaga głównemu bohaterowi do rozwiązywania morderstw w okolicy.

Historia staje się ciekawsza, gdy główny bohater przywraca do życia swoją dawną miłość, Charlotte. Od tej chwili zaczyna się całkiem przyjemna historia miłosna, w której para nie może się dotknąć. Bardzo przyjemnie ogląda się ten serial, niestety zakończył się również z nierozwiązanymi wątkami. Szkoda :(.

skins_american

Skins – Kumple (USA)

Właściwie to jestem bardziej zwolenniczką brytyjskich wersji seriali, o ile takie istnieją. Jednak ten serial zaczęłam oglądać w wersji amerykańskiej (nie wiem, czy to poprawna forma) i mimo wszystko mi się spodobał. Serial ten opowiada o grupie kumpli, bardzo się od siebie różniących. Tytułowi kumple myślą, że są dorośli, ponieważ mają swoje prawdziwe, życiowe problemy.

Wyemitowano tylko jeden sezon tego serialu i sama nie wiem, czy oglądałabym go dalej. Jak dla mnie historia tych dzieciaków jest bardzo smutna, są oni pogubieni, w młodym wieku zaczynają współżyć, przez co myślą, że są dorośli. Nie mogę powiedzieć, że żałuję, że go oglądałam, bo tak nie jest, ale przede wszystkim jest on bardzo przygnębiający. Słyszałam opinie, że wersja brytyjska, która jest pierwotną wersją tego serialu, jest dużo lepsza i „ostrzejsza”. Ciągle mam w planach ją obejrzeć :).

Recenzja „Drzazga” – Ewa Nowak

Autor: Ewa Nowak
Tytuł: Drzazga
Wydawnictwo: Egmont Polska

img_0685_got

Pierwszą książkę Ewy Nowak przeczytałam w liceum i bardzo mi się spodobała. Jestem osobą, która bardzo lubi czytać powieści dla dzieci i młodzieży, które nie zawsze poruszają tematykę skierowaną jedynie dla młodszych czytelników. Ostatnio wykupując pakiet Legimi postanowiłam „nadrobić” kilka powieści z serii „Miętowej” i zaczęłam czytać „Drzazgę”.

Jest to powieść o dwóch siostrach – młodszej Marcie i starszej Jagnie, które po rozwodzie rodziców mieszkają z mamą. Siostry już od pierwszych stron nienawidzą siebie nawzajem i każda ma do tego dobry powód. Marta, ułożona uczennica gimnazjum, wzorowa, idealna córka, ulubienica matki, która jest jej autorytetem i postępuje tylko według jej nakazów. Jagna to zupełne przeciwieństwo siostry, jest przebojowa, lubiana w szkole, jednak z nauką jej trochę nie po drodze. Wbrew pozorom to na Marcie leży obowiązek dopilnowania starszej siostry, która jest niesforna i zawsze wszystkim dokucza a jej jedynym hobby jest rozpoczynanie wciąż nowych awantur z matką.

Książka jest pisana z perspektywy Marty, młodszej siostry, dlatego od początku byłam nastawiona negatywnie do drugiej siostry Jagny, która wydaje się złośliwa, niedobra, wredna. Z czasem jednak zaczęłam widzieć w Marcie wady a nawet zachowanie Jagny odbierać jako obronę wobec reszty rodziny. Dlaczego? „Drzazga” porusza tematykę faworyzowania przez rodzica jednego dziecka.

Jagna od początku ma gorzej, nie spełnia oczekiwań matki, która nie chce nawet z nią mieszkać. To bardzo smutna powieść, przeplatana historiami miłosnymi jednej z sióstr. Pokazuje rywalizacje dzieci w rodzinie, niesprawiedliwość rodziców, niespełnione oczekiwania wobec dzieci. Marta długo nie jest świadoma tego, że to ona jest ulubienicą matki i to Jagna przeżywa prawdziwe piekło. Gdy uświadamia sobie dramat siostry, zaczyna się buntować, przeciwstawiać matce oraz walczyć o dobre relacje w rodzinie.

Polecam wszystkim książkę, myślę, że warto czasami poświęcić chwilę na lektury dla dzieci i młodzieży. Ja ostatnio robię to coraz częściej :).

Recenzja „Wiedeńska gra” – C. Montero

Autor: Carla Montero
Tytuł: Wiedeńska gra
Wydawnictwo: Dom wydawniczy Rebis

IMG_0663_got

Dokładnie pamiętam dzień, w którym kupiłam tę książkę – moje 23 urodziny. Długo jednak nie mogłam zebrać się do jej przeczytania, bałam się, że mnie zawiedzie. W końcu jednak nadszedł czas, by się za nią zabrać.

To moja druga książka tej autorki, poprzednia to „Szmaragdowa tablica”, którą pochłonęłam w ciągu jednego dnia. Carla Montero to młoda hiszpańska pisarka, absolwentka prawa i zarządzania w biznesie. Jej pierwszą bestsellerową powieścią jest właśnie „Wiedeńska gra” a ostatnio wydaną to „Złota skóra”.

Hiszpania, rok 1913. Młoda szlachcianka Isabel przeżywa wielki dramat: nie tylko straciła rodziców, ale też na chwilę przed ślubem zostaje porzucona przez narzeczonego. Na szczęście pomocną dłoń wyciąga do niej ciotka, austriacka arystokratka blisko związana z cesarskim dworem Franciszka Józefa.

Podróży Isabel do Austrii towarzyszą dziwne i niepokojące zdarzenia, a w pozornie spokojnym Wiedniu coraz wyraźniej czuć narastające napięcie. W powietrzu wisi wojna, której starają się zapobiec prowadzący zakulisowe rozmowy dyplomaci, podczas gdy spotykająca się potajemnie orientalna sekta dąży do jej rozpętania za wszelką cenę.

Piękna Hiszpanka wbrew swoim zamiarom rozbudza namiętność kolejnych mężczyzn. Okazuje się, że żadna z osób, z którymi się styka, nie jest tym, za kogo się podaje. Stopniowo dziewczyna staje się elementem twardej męskiej gry, prowadzonej przez agencje wywiadowcze różnych krajów.

Na początku „Wiedeńska gra” mnie w ogóle nie zachwyciła, pierwsze kilka stron ciągnęło się w nieskończoność i szczerze mówiąc trochę nawet przysypiałam. Jednak czym dalej docierałam w tej historii, tym bardziej zaczynała mi się podobać. Cała historia jest przedstawiana przez dwie osoby, w formie pamiętnika, wyznania, dziennika… Ciężko jednoznacznie określić tę formę. Zarówno Karl, jak i Isabel piszą do tej samej osoby: brata i ukochanego, Larsa. Ich historie dopełniają się, dzięki czemu czytnik może poznać całość z dwóch różnych perspektyw.

Rama czasowa powieści jest zupełnie zbędna, niby ma się świadomość, że wszystko dzieje się na początku XX wieku. Jednak często historia pisana jest tak, że mogłoby się to wydarzyć nawet w tym momencie, ponieważ wydarzenia historyczne są pomijane.

Sama główna bohaterka jest bardzo intrygującą kobietą. Na początku bardzo niepozorna, cicha, wydaje się dość przeciętna. Z czasem jednak pokazuje, jak bardzo jest intrygującą kobietą. Po kolei zaczyna uwodzić kolejnych mężczyzn a oni ulegają jej bez opamiętania. Według mnie jest bardziej kobietą współczesną, niezależną, nie związaną z żadnym mężczyzną. Ponadto bardzo inteligentną, oczytaną, ćwiczącą jogę i czytającą powieści dla niej nie przeznaczone.

Generalnie książka mnie nie urzekła, ale nie mogę napisać, że czytałam ją pod przymusem, bo z czasem zrobiła się z niej dość ciekawa historia szpiegowska. Jednak z przykrością muszę stwierdzić, że w porównaniu do „Szmaragdowej tablicy” była dość kiepska.

Jakby ktoś chciał to jest dostępna na Legimi :).

Wrzesień – nowy początek!

CAM00172

Dzisiaj pierwszy września, miesiąc znienawidzony przez większość uczniów, bo przecież wakacje już się skończyły! Dla mnie wrzesień jednak zawsze kojarzy się pozytywnie – początek mojej ukochanej jesieni, nowy początek w szkole, kupowanie książek, zeszytów. To wszystko było dla mnie czymś magicznym. Powietrze zawsze pachniało inaczej… 🙂

W tym roku wrzesień bardziej kojarzy mi się ze smutkiem zakończenia praktyk i sesją poprawkową. Potwierdzam, że życie leniwego studenta jest dość ciężkie w tym miesiącu… Ale! Nic nie stoi na przeszkodzie, bym zaczęła wrzesień z totalnym powerem i dwoma nowymi wyzwaniami!

Jak wiadomo mój blog jest o książkach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebym dzięki niemu zaczęła się motywować do jakiegokolwiek działania. Dlaczego nie? W końcu prowadzę go po swojemu :).

Bardzo lubię oglądać vlogi Krzysztofa Gonciarza , który podjął się wyzwania 100 km przebiegnięte w miesiąc. Co prawda wiem, że z moją przerwą biegową nie chcę się rzucać od razu na głęboką wodę, dlatego nieco zmieniłam to wyzwanie. Dwa miesiące i 100 km! Będę informować na bieżąco na moim Twitterze o tym, jak mi idzie :). Dzisiaj zaczynam! Więc do dzieła!

Kiedyś biegałam bardzo dużo, nawet codziennie, czego sama osobiście nie polecam. Codzienna aktywność tego typu była dla mnie zbyt wykańczająca i w końcu nadeszły takie dni, w których nie miałam siły w ogóle wstać z łóżka. Nie chodzi o bolące mięśnie, to nie było zbyt uciążliwe, ale głównie o zawroty głowy i osłabiony organizm. W końcu postanowiłam, że będę robiła sobie dzienne przerwy i one zadziałały najlepiej. Oczywiście chciałam zaznaczyć, że nie jestem ekspertem w bieganiu, dlatego lepiej poradzić się osobie, która się na tym zna.

CAM00174

Jakie były moje początki? Bardzo ciężkie, ponieważ nigdy nie należałam do osób wysportowanych. Poza tym nigdy też nie lubiłam żadnej aktywności fizycznej, uważałam, że dobrze mi bez niej. Któregoś jednak dnia poczułam, że muszę wyjść z domu i pobiegać. W ten sposób na pół biegając, na pół idąc zrobiłam swoje pierwsze 2 km. Dla biegacza to jest jedno wielkie nic, ale dla mnie to był wyczyn, uwierzcie! Oczywiście już wtedy spotkałam się z opiniami znajomych:

  • po bułki do sklepu biegłaś?
  • takie bieganie to nie bieganie!
  • widziałam te marne 4 km, dla tylu bez sensu wychodzić z domu.

Po pierwsze mówiły to osoby, które nie uprawiały żadnego sportu, bo były zbyt leniwe. Poza tym, trzeba mieć świadomość, że nie mając żadnego doświadczenia nie pójdzie się i nie przebiegnie od razu 10 km w pół godziny! Taka jest rzeczywistość! Nie ma co się oszukiwać.

Dlatego rada dla wszystkich:

Jeśli ktokolwiek postanowił biegać i słyszy negatywne komentarze ze strony innych, niech zatka uszy! Nie wolno się poddawać! Ludzie zawsze będą gadać, marudzić, bo tacy właśnie są. I tyle!

Ponadto same wyzwanie biegowe to trochę za mało, by zadbać o zdrowy tryb życia. Dlatego dołączam do tego drugie wyzwanie: Dwa miesiące bez słodyczy, które czuję, że będzie jeszcze trudniejsze :D. Przecież ja kocham słodycze… Ach :).

3 ulubione seriale komediowe

pexels-photo-57043

Ostatnio czytałam artykuł o tym, że ludzie (w szczególności Polacy) oglądają coraz więcej seriali. Wcale mnie to nie dziwi, bo sama w swoim życiu obejrzałam ich około miliona – nie potrafię tego nawet zliczyć (ups…). Straciłam też długie godziny, dni a nawet tygodnie, by obejrzeć wszystkie sezony serialu, który dopiero co odkryłam i posiada już około dziesięciu sezonów! 😀

Są jednak seriale, które uwielbiam oglądać bez przerwy, ciągle od nowa, chociaż kultowe teksty z nich znam już na pamięć! Nie liczę nawet ile godzin z życia już zajęło mi obejrzenie ich. Jedno jest pewne, one mi się nigdy nie znudzą!

Dzisiaj przestawię moje trzy ulubione, kultowe dla mnie seriale komediowe z różnych zakątków świata. Być może ktoś jeszcze ich nie oglądał i kogoś zainspiruję do obejrzenia :). Post ten zapoczątkuje serię z cyklu 25 seriali godnych polecenia. A więc do dzieła!

0aa3afb3cbe3468fc6e43e50070b0810

Friends – Przyjaciele

Wydaje mi się, że wszyscy prędzej czy później natrafili w swoim życiu na ten amerykański sitcom, który początki swoje miał w połowie lat 90. Doczekał się całych 10 sezonów i 239 odcinków (w tym 3 specjalnych). Jego akcja toczy się w Nowym Jorku, dokładnie na Mannhatanie i opowiada o życiu szóstki przyjaciół: mieszkających razem Rachel i Moniki, Chandlera i Joeya mieszkających na przeciwko, brata Moniki Rossa oraz dawnej współlokatorki Moniki Phoebe. Serial rozpoczyna się w momencie, gdy Rachel ucieka sprzed ołtarza i nie wiedząc gdzie się udać przychodzi do swojej przyjaciółki z lat szkolnych Moniki.

Moją ulubioną postacią z tego serialu jest zdecydowanie Phoebe, która zawsze wie co powiedzieć w danym momencie, chociaż nie zawsze na temat. Jest chyba najweselszą bohaterką i najbardziej „dziwną”, momentami trochę głupiutką, ale bardzo pozytywną. Jak dla mnie cały serial jest bardzo zabawny, niekonwencjonalny i łamiący wszystkie reguły. Można w nim zobaczyć parę lesbijek wychowujących razem dziecko, transwestytę, który jest ojcem jednego z bohaterów, aktora grającego w tanich operach mydlanych, stosunki panujące pomiędzy rodzeństwem, dziewczynę z dobrego domu, która nagle musi się usamodzielnić i wiele wiele innych.

PRODPIC-917

The IT Crowd – Technicy magicy

Uwielbiam angielski humor a ten serial jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Doczekał się niestety tylko czterech sezonów a pierwszy odcinek został wyemitowany w 2006 roku. Opowiada o losach dwóch informatyków, Roya i Mossa, pracujących gdzieś w piwnicy wielkiego wieżowca londyńskiego, oraz nowo zatrudnionej Jen, która została nagle ich szefową. Biedna Jen niewiele wie o komputerach, stara się jak może zdobyć sympatię dwóch podwładnych.

The IT Crowd w bardzo satyryczny sposób pokazuje dwóch, można by powiedzieć, stereotypowych informatyków. Roy, w swoim mniemaniu wielki podrywacz a w rzeczywistości wielki nieudacznik na polu damsko-męskich relacji. Chociaż stara się jak może, z trudem przychodzi mu poderwanie kobiety. Na komputerach zna się wyśmienicie, jednak jego lenistwo pozwala mu jedynie na odebranie telefonu i spytanie „Czy próbowała pani wyłączyć i włączyć komputer?”. Moss jest jego przeciwieństwem, cichy, spokojny, wydawałoby się nawet, że nie jest zainteresowany płcią przeciwną a jego jedynym zainteresowaniem są komputery. Natomiast Jen to przebojowa kobieta, stara się od początku oszukać, że zna się na wszystkim, niestety przy Royu i Mossie marnie jej to idzie.

Serial ten to nie tylko satyra na informatyków, ale również na pracę w korporacji. Polecam na jesienne wieczory!

tapety-brzydula-3.jpg

BrzydUla

Ten serial to już z pewnością znają wszyscy – polskiej produkcji, powstały w 2008 roku, opierający się na brazylijskim serialu, którego tytułu w oryginale nie pamiętam. Akcja toczy się w Warszawie, w domu mody Febo & Dobrzański, w którym zostaje zatrudniona nieatrakcyjna Urszula Cieplak jako sekretarka przystojnego Marka Dobrzańskiego. Oczywiście tak jak w oryginale, Marek początkowo próbuję uwieść Ulę dla swoich korzyści a z czasem się w niej zakochuje. W międzyczasie główna bohaterka przechodzi przemianę i z brzydkiego kaczątka staje się łabędziem.

Czym byłby jednak ten serial bez wspaniałej Violetty Kubasińskiej, która moim zdaniem jest rewelacyjna! Jej teksty, zachowania, przekręcanie przysłów staje się z czasem kultowe. Postać głównej bohaterki też mi się całkiem podoba, szczególnie sposób w jaki przedstawiane są myśli Uli. Sam wątek miłości Marka i Uli rozkręca się na tyle powoli, że można się rozpłynąć w tej historii.

Mam nadzieję, że ktoś skorzysta z moich propozycji :). A jakie są Wasze ulubione seriale komediowe?

Recenzja „Na ratunek” – S. Hannah

Autor: Sophie Hannah
Tytuł: Na ratunek
Wydawnictwo: G+J RBA

wybrany.jpg

Książkę tę znalazłam u siebie na półce, sama nie wiem skąd się tam wzięła (a raczej, gdzie ją kupiłam). Podejrzewam, że podczas mojego jednego z pobytów nad morzem, w jednym stoisku z „Tanią książką”, która, powiedzmy sobie szczerze, ostatnio jest coraz mniej tania. Z braku ciekawej lektury oraz z powodu codziennych dojazdów na praktyki postanowiłam wziąć się za nią od razu!

Początki nie były łatwe, muszę to przyznać. Po paru stronach stwierdziłam, że zostałam albo oszukana, albo sama coś sobie ubzdurałam. Wydało mi się, że to kolejna książka dla gospodyń domowych, w której główna bohaterka nagle zmienia swoje życie. Na taką się zapowiadała przynajmniej. Ale czytałam dalej…

„Na ratunek” to historia Sally, którą najlepiej opisują trzy słowa: żona, matka i pracoholiczka. Pewnego dnia kobieta ma dość swojej codzienności i postanawia, mimo odwołanej podróży służbowej, wyjechać na tydzień. Podczas swojego wyjazdu poznaje mężczyznę, Marka Brethericka, mieszkającego w okolicy, który opowiada jej o swojej rodzinie, córce Lucy i żonie Geraldine. Sally spędza z Markiem tydzień. Po roku od tej podróży kobieta dowiaduje się, że żona i córka Marka nie żyją a sam mężczyzna, którego poznała różni się znacznie od tego, którego widzi w telewizji. Od tej chwili jej życie zmienia się diametralnie.

Nigdy wcześniej nie miałam żadnej styczności z książkami tej autorki. Sophie Hannah jest angielską poetką, autorką książek dla dzieci i powieściopisarką. Słynie z serii kryminałów psychologicznych wydawanych w 27 krajach. Jak się dowiedziałam później, książka jest trzecim tomem serii o detektywie Simonie Waterhausie.

Jak wspomniałam wcześniej książka nie od początku przypadła mi do gustu, wydawała się mdła i nieciekawa. Z czasem akcja zaczynała się rozkręcać, dokładnie w momencie, gdy Sally dowiaduje się o śmierci Geraldine i Lucy. Do samego końca już nie mogłam się oderwać, żeby dowiedzieć się, jak rozwiąże się cała „zagadka”. Bardzo lubię kryminały, dlatego od początku wytypowałam zakończenie i muszę przyznać, że nie w każdym przypadku miałam racje.

Sama historia jest dość ciekawie przedstawiona, ponieważ z pozoru dotyczy samej głównej bohaterki – Sally. Jednak przyglądając się dokładnie całej książce zauważyłam, że mamy tutaj wiele wątków i wiele punktów widzenia a także opowiedzianych kilka innych historii, niezwiązanych z wątkiem głównym. Między innymi zawiera w sobie cały pamiętnik nieżyjącej Geraldine, napisany rok przed jej śmiercią. Widzimy też całe śledztwo z punktu widzenia detektywów, oraz historię miłości policjantki Charlie i jej dawnego partnera z pracy Waterhousa. Wszystkie te historie i wątki poboczne nie są jednak zbyt zawiłe i nie przeszkadzają w zrozumieniu całej książki a wręcz ją urozmaicają. Podejrzewam też, że są przydatne, gdy czyta się całą serię po kolei :).

Główna bohaterka jest dość nietypową kobietą. Z jednej strony typowa matka, milion rzeczy do zrobienia niż czasu na ich wykonanie, opieka nad dziećmi. Poza tym wszystkim praca w domu, ciągle sprzątanie po dzieciach i mężu, gotowanie. Z drugiej strony pracoholiczka, która nie potrafi zrezygnować z pracy, nawet zaraz po urodzeniu dzieci. Wydaje się, że Sally kocha swoje życie, nie potrafiłaby niczego w nim zmienić, ale ma wiele chwil zwątpienia i czasami dość tego, co się wokół niej dzieje.

„Na ratunek” to nie tylko kryminał, ale też powieść psychologiczna. Zaryzykowałabym takie stwierdzenie, ponieważ pokazuje jak bardzo matka potrafi zniszczyć życie dziecku, pokazując mu, jak bardzo przeszkadza jej w życiu.

Niestety książka jest niedostępna aktualnie na Legimi, ale można ją kupić aktualnie na Matrasie za 9,11. Można też poszukać w lokalnej Bibliotece :).

Recenzja „W otchłani mroku” – M. Krajewski

Autor: Marek Krajewski
Tytuł: W otchłani mroku
Wydawnictwo: Znak

IMG_1876.JPG

Na książkę Marka Krajewskiego natrafiłam zupełnie przypadkiem, gdy już znudzona literaturą o tematyce miłosnej poszłam po radę do przyjaciółki. Ona długo nie myśląc sięgnęła do regału z książkami i wyciągnęła „W otchłani mroku”, dodając tylko, żebym uważała, bo autor piszę dość mrocznie. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałam dokładnie taką samą opinię, wypływającą z ust pani magister od angielskiego odnośnie mroczności tych powieści. Jednakże zaryzykowałam i myślę, ze nie mam czego żałować.

„W otchłani mroku” to książka pisana na wielu czasoprzestrzeniach i poruszająca dwie tematyki. Najpierw mamy historię mężczyzny, który w pewien sposób ucieka od widoku starszego profesora. Następnie wprowadzona jest bohaterka, której tenże mężczyzna opowiada historię z 1946 roku. Historię byłego lwowskiego komisarza, Popielskiego, prowadzącego początkowo śledztwo w sprawie UB, by następnie zająć się gwałtami na młodych kobietach.

Jest to przede wszystkim, jak już pisałam i z czym się zgadzam, bardzo mroczna powieść. Zło wypływa z niej w każdym słowie, by zamienić się na opis czynów, jakich dokonują mężczyźni na młodych kobietach. Można zauważyć w niej, jak bardzo pewni ludzie w swych popędach przypominają zwierzęta, do jakich bestialskich rzeczy są zdolni, by zaspokoić swoje potrzeby. Niestety, w powieści pokazana jest również znieczulica społeczna, bezmyślność ludzka, głupota i brak człowieczeństwa.

„Życie jest złe, a my zostaliśmy w nie wrzuceni. My wszyscy: wy, ja, a nawet mordercy Jasi! Jesteśmy ofiarami życia! Nie mamy jednak wyjścia, musimy tkwić w naszej egzystencji, choć jest ona absurdalna! Jakkolwiek by jednak była absurdalna, to i tak jest lepsza od śmierci!”

Dwie historie toczą się równocześnie i zacierają wzajemnie. Z jednej strony widzimy postaci dwóch filozofów, którzy walczą o swoje teorie. Z drugiej strony całe te walki napędzane są gwałtami na młodych i niewinnych dziewczynach. Jednakże owe historie się wzajemnie napędzają i nie mogłyby bez siebie istnieć.

„Natomiast ja do końca życia będę pamiętać o otchłani filozofów”

Zauważyłam również bardzo ciekawą rzecz, co do tej książki. Każdy podrozdział z 1946 roku pisany jest inną czcionką, by w ten sposób zaznaczyć z czyjej perspektywy jest on ukazywany. Dlaczego? Ponieważ mamy tam dwóch różnych narratorów, tj. Popielskiego piszącego swój pamiętnik w pierwszej osobie, oraz narratora wszechwiedzącego w trzeciej osobie liczby pojedynczej.

Spodobało mi się również to, że autor na samym końcu podaje informacje odnośnie dokładniej daty ukończenia powieści. Mamy również w książce zawarte posłowie, w którym dokładnie wytłumaczony jest „sens” całej książki oraz to, dlaczego w ogóle została napisana.

Po przeczytania całej powieści od razu można zauważyć jak bardzo inteligentny jest autor i jak ogromną wyobraźnie posiada. Ja z pewnością nie poprzestanę na tej jednej książce Krajewskiego i już dzisiaj „biorę się” za kolejną. Serdecznie polecam każdemu, kto jeszcze nie czytał!