O czytelnictwie słów kilka

72H.jpg

Byłam dzisiaj w Rossmannie i sięgnęłam po nowy egzemplarz “Skarbu”, który lubię co jakiś czas przeczytać. Dzisiaj znalazłam w nim bardzo interesujący artykuł napisany przez Agatę Brandt o czytelnictwie w Polsce, pt. “Jak czytają Polacy”.

Jak pisze autorka, około 90 procent rodaków czyta średnio mniej niż siedem lektur rocznie, co oznacza, że regularnie czyta i kupuje książki zaledwie co 10 Polak. Ponadto czytelnicy tacy, jak chociażby ja, którzy czytają więcej niż marne siedem lektur rocznie, noszą miano czytelników intensywnych. Co do kupowania samych książek, to wcale się nie dziwie ludziom, że tego nie robią. Jeszcze, gdy pracowałam i miałam nieco więcej pieniędzy, lub przy lepszych miesiącach, pozwalałam sobie na zakup jakiejś książki (góra trzech pozycji). Aktualnie tego nie robię, ponieważ nie stać mnie na nie. Wiadomo, że jeśli przycisnęłabym przysłowiowego “pasa”, to coś by się znalazło. Wychodzę jednak z założenia, że jest to zbyt drogi interes, jak dla mnie. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę tutaj narzekać na państwo, wydawnictwa, czy cokolwiek innego, bo wiadomo, że sprzedaż książek to też jest biznes i wiele osób trzeba z tych egzemplarzy rozliczyć. Jednak pragnę zauważyć, że przeciętnego Polaka nie stać na zakup nawet lepszej jakości chleba na śniadanie, a co dopiero książki.

Oczywiście to nie przekłada się w żaden sposób na czytelnictwo, ponieważ żyjemy w takich czasach, ze dostęp do czegokolwiek jest łatwy. Czasami wystarczy troszeczkę dłużej poszukać, by znaleźć coś w Internecie.

Nie dziwi mnie nawet to, iż większość osób czytających tak zwane e-booki (jak kto woli e-książki), pozyskuje je z nielegalnych źródeł. Gdy kupowałam tableta, byłam bardzo podekscytowana, że w końcu będę mogła przeczytać tyle różnych książek. Mój entuzjazm jednak osłabł wraz z przejrzeniem cen książek elektronicznych. Nie wierzyłam własnym oczom, że książka, którą przeczytam na tablecie kosztuje niemal tyle, ile książka papierowa. Wniosek jest oczywisty, że dużo lepiej sięgnąć po wydanie papierowe, które później będzie można dumnie umieścić na półce, jako “trofeum czytelnicze”. Dlatego też mając ponad trzy lata tableta, kupiłam zaledwie jedną książkę na niego, dramat oświeceniowy, którego nie mogłam nigdzie znaleźć.

Na całe szczęście mamy wiele bibliotek lub stron, które udostępniają poszczególne egzemplarze zupełnie za darmo. Odkryłam też aplikacje Legimi, o której już wcześniej pisałam (klik) i myślę, ze jest ona bardzo racjonalnym rozwiązaniem dla maniaków książek.

Myślę, że w Polsce problem polega na samym promowaniu czytelnictwa, które jest dość liche. Wraz z artykułem, o którym wspominałam wcześniej, zamieszczony jest również krótki wywiad z Markiem Korczakiem, dyrektorem wydawnictwa Czarna Owca. Mówi on, że najlepiej sprzedają się książki, które promowane są chociażby przez filmy. Sama jestem przykładem odkrycia świetnego pisarza, tylko dzięki takiej promocji. A jak robią wydawnictwa? Najczęściej po premierze filmu drukują nowe egzemplarze danych powieści, które zawierają nową okładkę – np. klatkę filmu. Czy taki zabieg jest dobry? W zasadzie trudno mi to oceniać, ale z pewnością jest skuteczny.

Uczniowie szkół nie czytają wcale więcej, niż dorośli. To mogę stwierdzić. Jeszcze na poprzednim kierunku miałam praktyki w szkole podstawowej i w jednej klasie postanowiłam poprowadzić moją “popisową lekcje”. Lekcja ta była o książkach, dlatego dzień wcześniej poprosiłam uczniów, żeby przynieśli swoje ulubione powieści. Z przerażeniem w oczach widziałam uczniów, którzy nie przynieśli nic, albo (co gorsza) przynieśli książki typu: “Monster High” – dwie strony tekstu i reszta obrazki. Mnie osobiście boli to, że dzisiaj nikt już nie czyta czegoś wartościowego. Jak byłam w ich wieku moją ulubioną książką było “Spotkanie nad morzem” Jadwigi Korczakowskiej, czy “Ten obcy” Ireny Jurgielewiczowej.

Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, jakie książki teraz się wydaje. Nie twierdzę oczywiście, że ja sama czytam tylko doskonałe pozycje. Byłaby to z mojej strony czyta hipokryzja. Jednak jak idę do księgarni i widzę, że w top 10 znajdują się książki typu “Minecraft”, czy “Zniszcz ten dziennik”, to krew mnie zalewa. Dla mnie książka to przede wszystkim litery, zdania, słowa a nie ¾ nic nie wnoszących obrazków, czy pustych stron…

Reklamy