Recenzja „Sto dni po ślubie” – E. Giffin

Autor: Emily Giffin
Tytuł: Sto dni po ślubie
Wydawnictwo: Otwarte

sto-dni-po-slubie

Całkiem niedawno wybrałam się na kawę ze swoją przyjaciółką, która przywitała mnie książką mówiąc: „Nie mogłam się oderwać! Przeczytałam ją w jeden wieczór!”. Chcąc nie chcąc musiałam ją pożyczyć, po usłyszeniu takich słów. Oczywiście na początku nie miałam kompletnie czasu na czytanie, wiadomo, studia, praca. Jednak nieprzeczytana książka na mojej półce nie może leżeć zbyt długo, dlatego szybko udało mi się zmienić jej status.

„Sto dni po ślubie” Emily Giffin to opowieść o młodej kobiecie, która dokładnie w sto dni po swoim ślubie (cóż za zaskoczenie!) spotyka swojego byłego chłopaka i wszystkie wspomnienia wracają. Jest oczywiście między nimi chemia, która z dnia na dzień coraz bardziej się nasila. W końcu kobieta zaczyna mieć wątpliwości, zadając sobie te same pytania. Czy dokonała dobrego wyboru? Czy nie pragnie od życia czegoś więcej?

Sama historia jest bardzo ciekawa, chociaż można się spodziewać jej zakończenia. Moja opinia może jednak wynikać z tego, że owa przyjaciółka sprzedała mi soczysty spoiler w postaci zakończenia. Mimo, że historia przedstawiona w książce mi się podobała, to muszę przyczepić się do głównej bohaterki. Według mnie jest bardzo przerysowana, miotają nią emocję, których ja osobiście nie rozumiem. Zdradą dla niej jest samo myślenie o byłym chłopaku, co mnie bardzo zdziwiło, jednak jestem świadoma, że co człowiek to opinia. Ellen jest sama w sobie bardzo zakompleksiona a jej główny problem to jej pochodzenie. Często też wspominana jest zmarła matka głównej bohaterki, która nic nie wnosi do całej historii.

Jak już wspominałam wcześniej, „Sto dni po ślubie” czyta się dość przyjemnie. Jest to lekka lektura na wolne popołudnie, z cyklu „przeczytaj i zapomnij”, co według mnie nie jest złe. Polecam ją wszystkim, którzy lubią czasami oderwać się od poważnej literatury.

Recenzja „Ugly love” – C. Hoover

Autor: Colleen Hoover
Tytuł: Ugly love
Wydawnictwo: Otwarte

ugly_love

Swego czasu koleżanka ze studiów bardzo polecała mi książkę „50 twarzy Greya”, która dopiero później stała się „hitem” czytanym przez wszystkie kobiety. Pamiętam, że owa koleżanka uwielbiała czytać kryminały, dlatego byłam przekonana, że właśnie kryminał został mi przez nią polecony. Dopiero po kilku a nawet kilkunastu stronach przekonałam się, jak wielką to było pomyłką z mojej strony. Muszę przyznać, że było to moje pierwsze zderzenie z literaturą takiego rodzaju, określanego żartobliwie przez niektórych „książek dla niespełnionych gospodyń domowych”. Długo po tej lekturze czytałam raczej romanse, czy wspomniane wcześniej kryminały, jednak nic, co byłoby podobne do „erotyków”.

Jak już wspominałam kilkakrotnie w moich poprzednich postach, w ostatnim czasie czytam tylko romanse, dlatego „Ugly love” od razu przypadło mi do gustu. Jest to historia młodej dziewczyny Tate, która przeprowadza się na jakiś czas do swojego brata, pilota. Tam poznaje jego przyjaciela a zarazem sąsiada, również pilota, Milesa Archera. Szybko zaczyna między nimi dochodzić do czegoś więcej, jednak ustalają między sobą jedną regułę: nie pytają o przeszłość i nie rozmawiają o przyszłości. Jest to również historia demonów przeszłości, które ciągną się za głównym bohaterem, z którymi nie potrafi sobie poradzić.

Muszę przyznać, że cała historia, pomimo swojej banalności i prostoty, jest bardzo ciekawa. Oczywiście głównym elementem „związku” bohaterów, jest seks, dość szczegółowo w tej książce opisywany, jednak różni się od tego w „50 twarzach Greya”. Collen Hoover w bardzo ciekawy sposób uplotła narrację w tej lekturze, ponieważ rozdziały przeplatają się między sobą, pokazując przeszłość Milesa oraz teraźniejszość ich obu, pokazaną z perspektywy Tate, lub innych, nawet pobocznych bohaterów. Bardzo łatwo można przewidzieć dalsze losy Tate i Milesa, jednak nie zniechęca to czytelnika do kontynuowania książki. Natomiast sama historia mężczyzny jest dość zaskakująca i do końca nie wiadomo, co wydarzyło się w jego przeszłym życiu, że tak bardzo rzutuje na jego teraźniejszość.

Zadziwia mnie bardzo fakt, że większość tytułów Hoover nie jest tłumaczona na język polski. Gdy pierwszy raz brałam w rękę „Ugly love”, byłam przekonana, że nie została ona jeszcze przetłumaczona. Generalnie mi to nie przeszkadza, tylko pierwszy raz spotykam się z takim ciekawym przypadkiem.

Polecam „Ugly love” innym czytelnikom, bo jest to bardzo przyjemnie napisana historia miłosna, z trochę nowoczesną fabułą. Ja już zaczęłam czytać kolejną książkę tej autorki, której recenzję przeczytacie niebawem!

Recenzja „Chłopak na zastępstwo” – K. West

Autor: Kasie West
Tytuł: Chłopak na zastępstwo
Wydawnictwo: Feeria Young

51BshpuGREL._SX350_BO1,204,203,200_

Często słyszę opowieści od moich znajomych i przyjaciół o tym, jak poznali swoją drugą połówkę. Od przyjaźni, nienawiści, znajomości, czy też zwykłego przypadku, do wielkiej i prawdziwej miłości. Czasami wydaje się, że takie rzeczy się nie zdarzają, że to tylko historie, by upiększyć swoje życie i ubarwić swoją miłość. Jednak w każdej historii, nawet najbardziej wymyślonej, tkwi ziarenko prawdy. Opowieści takie, to również temat przewodni wielu książek i to już od czasów starożytnych.

Co w takim razie z miłością z przypadku? Wspomniałam o niej wcześniej, ponieważ to ona jest tematem przewodnim książki „Chłopak na zastępstwo” autorstwa Kasie West. Jest to opowieść o popularnej licealistce Gii, którą rzuca chłopak przed samym balem maturalnym. Dziewczyna jednak nie poddaje się i szybko znajduję „chłopaka na zastępstwo”, brata jednej z licealistek, który w dobry sposób udaje jej ukochanego. Wszystko tylko po to, by nie wyszła przed swoimi przyjaciółkami na kłamczuchę, która wymyśla sobie chłopaka.

Historia przedstawiona w tej książce jest bardzo lekka, cukierkowa i dość przyjemna. Pokazuje, jak bardzo próba posiadania idealnego wizerunku może być dla człowieka zgubna. Główna bohaterka dopiero po czasie orientuje się, jak bardzo jest w siebie zapatrzona i jak bardzo dba o to, co powiedzą o niej inni. Oczywiście miłość w bohaterach rozkwita powoli i nie jest bezproblemowa, czego można było się spodziewać. Niestety niektóre zachowania bohaterów, ich przyjaciół i rodziny są bardzo przerysowane, jakby zostały napisane trochę na siłę.

Myślę, że książka spodobałaby mi się bardziej, gdybym była jeszcze w liceum, gdy każdy problem urastał do rangi kataklizmu. Wydaje mi się jednak, że warto od czasu do czasu przeczytać bardziej lekką i cukierkową lekturę. Dlatego zachęcam do przeczytania każdego, kto lubi lekkie książki dla młodzieży!

Recenzja „Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” – K. Moseley

Autor: Kirsty Moseley
Tytuł: Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

chlopak-ktory-zakradal-sie-do-mnie-przez-okno-b-iext43233939

Na tę książkę natrafiłam zupełnie przypadkiem, podczas szukania czegoś do czytania w przerwie świątecznej. W aplikacji „Legimi” pojawiła się w zakładce Bestsellery, więc stwierdziłam, że warto oderwać się na chwilę od kryminałów i zasiąść do czegoś nowego.

„Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno” to książka polecana dla młodzieży, poruszająca wątek pierwszej miłości, ale również trudnego dzieciństwa. Opowiada o dwójce młodych ludzi, którzy mają ze sobą od lat pewną, nikomu nieznaną zażyłość. Z biegiem czasu rozkwita między nimi wielka miłość, która nie chce przygasnąć z upływem czasu.

Sama nie wiem, co sądzić o tej książce. Z jednej strony to całkiem ciekawa powieść dla młodzieży o miłości chłopaka popularnego do dziewczyny mniej popularnej. Z drugiej jednak strony porusza ona wątki trudnego dzieciństwa, jakie przeszło jedno z nich. Gdyby książka była jedynie o tej pięknej, poruszającej serca czytelników miłości, to wypowiedziałabym się na jej temat całkiem pozytywnie i zaliczyła ją do książek z serii „przeczytać i zapomnieć”.

Śmiało mogę napisać, że autorka za bardzo chciała upiększyć i tym samym urozmaicić swoją historię wplatając w nią wątek agresywnego ojca i dziewczyny, która nie daje się nikomu dotknąć. Jednak te wątki znacznie psują cały zarys powieści, ponieważ momentami czytelnik sam do końca nie wie, co się dzieje w całej historii. Niektóre momenty są wręcz przewidywalne i banalne, inne zaś zaskakują, ale nie pasują do całości.

Ciężko mi jednoznacznie określić, czy książka spod pióra Kirsty Mosley mi się podobała. Wydaje mi się, że moja opinia byłaby inna, gdybym przeczytała ją będąc jeszcze w gimnazjum czy w liceum. W tym momencie mogę tylko zachęcić Was do przeczytania i wyrażenia własnych opinii.

Recenzja „Złudzenie” – Ch. Link

Autor: Charlotte Link
Tytuł: Złudzenie
Wydawnictwo: Sonia Draga

zludzenie

Na „Złudzenie” Charlotte Link trafiłam przypadkiem, przeglądając bestsellery na Legimi. Na początku nie byłam przekonana do tej książki, bo szukałam bardziej powieści romantycznej, ale w ostateczności „wzięłam” się za te lekturę.

Jest to historia paru morderstw, skrywanej tajemnicy, romansu i wielu wielu innych. Było to moje pierwsze spotkanie z książką tej autorki, ale muszę przyznać, że dość udane. Charlotte Link wprowadza nas w parę, z pozoru niezwiązanych z sobą historii. Każda z nich jest na swój sposób ciekawa, chociaż na początku zastanawiałam się, jaki mają one między sobą związek?

Znajdujemy tutaj kobietę, która po śmierci męża odkrywa jego od dawna skrywane tajemnice. Historię młodej kobiety, która od dawna jest nieszczęśliwie zakochana w swoim kuzynie. Owego kuzyna i jego żonę, którzy prowadzą razem restaurację oraz kobietę, którą ktoś śledzi. Czy nie wydaje się to kilkoma zupełnie innymi powieściami? Otóż nie, wszystko ma jakiś ze sobą związek.

Autorka w bardzo dobry sposób utkała sieć zagadek, w które czytelnik z każdą literką coraz bardziej się zagłębia. Wciąż zastanawiamy się, kto zabił? Dlaczego zabił? Czy to jedna osoba morduje? Przecież ofiary nie są w ogóle ze sobą powiązane.

Bardzo przyjemnie czytało mi się „Złudzenie”, jest to książka lekka, godna polecenia na jesienne wieczory. Ja jestem wielką pasjonatką powieści kryminalnych, uwielbiam odgadywać zagadki, które autor nam zostawia. Polecam ją wszystkim!

11 faktów o mnie

img_1695

Przeczytałam ostatnio „Złudzenie” Charlotte Link, ale na recenzje będzie trzeba jeszcze trochę poczekać. Tymczasem postanowiłam, że skoro już jakiś czas prowadzę już tego bloga to napiszę luźny post o sobie samej. Będzie to 11 faktów o mnie, dość zaskakujących a czasami zwyczajnie przypadkowych. Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni.

Jestem totalnym leniem

Nie wiem, czy to kogoś dziwi, czy nie, ale od zawsze mam problem z samoorganizacją. Najchętniej leżałabym w łóżku z kubkiem herbaty i dobrą książką. Tymczasem życie zmusza mnie do ciągłego ruchu, przez co podwójnie nie mogę się zmotywować. Na całe szczęście ciągle z tym walczę i myślę, że jestem na dobrej drodze.

Nigdy nie miałam świadectwa z wyróżnieniem

Ten fakt jest mocno związany z poprzednim, ponieważ ze względu na moją naturę lenia, zawsze miałam problem ze zmotywowaniem się do nauki. Nauczyciele powtarzali, że stać mnie na więcej, ale mi się zwyczajnie nie chciało. Zaczęłam się starać dopiero na moich drugich studiach, ponieważ wiem, że z nimi wiążę swoją przyszłość.

Mówiłam już całymi zdaniami, gdy skończyłam półtora roku

Tego faktu sama nie pamiętam, ale rodzice od zawsze powtarzają mi, że jako jedyne dziecko w rodzinie tak szybko mówiłam.

W podstawówce wygrałam nagrodę za najwięcej wypożyczonych książek

Zawsze uwielbiałam chodzić do biblioteki szkolnej i przyniosło to efekty w drugiej klasie szkoły podstawowej. W tym momencie nie jestem w stanie powiedzieć, jaka to była nagroda, ale do dziś pamiętam to miłe uczucie bycia najlepszą.

img_2363

Noszę okulary od 17 lat

W drugiej klasie szkoły podstawowej rodzice zauważyli, że zaczynam widzieć coraz gorzej i zabrali mnie na wizytę do okulisty. Diagnoza: okulary na stałe. Byłam wtedy jedyną osobą w moim roczniku, która nosiła okulary. Niestety wzbudzało to wielkie zainteresowanie moich rówieśników, którzy śmiali się i krzyczeli za mną „rower”. Do dziś bardzo mnie to bawi. Jakiś czas próbowałam nosić szkła kontaktowe, ale moje oczy ciężko się do nich przyzwyczajają.

Uwielbiam dźwięk skrzypiec i kontrabasu

Zawsze na gorsze dni włączam sobie moją ulubioną skrzypaczkę Lindsey Stirling lub Nigela Kennedy’ego. Poprawiają mi humor od dłuższego czasu. Jestem osobą, która lubi bardzo słuchać muzyki klasycznej, szczególnie „Czterech pór roku” Vivaldiego a w wykonaniu Nigela to już miód dla moich uszu.

Nie lubię oglądać filmów

W swoim życiu obejrzałam ich naprawdę bardzo mało. Dużo bardziej wolę seriale, ponieważ filmy są dla mnie za długie i ciężko jest mi skupić się przez dłuższy czas na jednej rzeczy. Mimo to jestem wielką fanką całej sagi „Star wars” i są to jedyne filmy na których potrafię się skupić.

Jestem domatorem

Wolny czas najbardziej lubię spędzać w swoich czterech ścianach. Siedzenie cały dzień w domu nie sprawia mi żadnego problemu. Wiąże się z tym też kolejny fakt, że nie lubię podróżować, chociaż swego czasu robiłam to regularnie. Uważam podróże za stratę pieniędzy i otwarcie się do tego przyznaję.

Mam czterech chrześniaków

W wieku 23 lat trzymałam do chrztu swojego najmłodszego chrześniaka, syna mojej przyjaciółki, na dodatek jedynego płci męskiej. Poza nim mam jeszcze trzy chrześnice, dwie są moimi kuzynkami, jedna jest córką mojej przyjaciółki. Całą czwórkę uwielbiam i kocham nad życiem, staram się też poświęcaj im dużo uwagi. Wcale nie jest tak, że muszę posiadać wielką gotówkę, by zdobyć ich sympatię. Oni najbardziej lubią, gdy do nich przychodzę w odwiedziny. Jestem też osobą bardzo lubianą przez dzieci, dlatego też zawsze potrafię się z nimi porozumieć.

Mam częste bóle głowy

Na wszelkie zmiany w swoim życiu i pogodzie reaguję bólami głowy. Gdy za bardzo się denerwuję, gdy ciśnienie spada, lub rośnie, gdy jestem głodna, lub za dużo śpię… Można tak wymieniać w nieskończoność. Byłam z tym u lekarza, jednak nic poważnego nie stwierdzono. Staram się stosować dietę eliminacyjną, na dłuższy czas odrzuciłam nawet kofeinę. Niestety nic nie przynosi skutków.

Mam do siebie duży dystans

Potrafię często śmiać się z własnej osoby i staram się nie brać do siebie negatywnych komentarzy na mój temat. Niestety wobec samej siebie jestem od zawsze bardzo krytyczna i potrafię wypominać sobie samej pojedyncze błędy przez wiele długich lat. Tak już mam…

To już wszystkie 11 faktów o mnie! A Wy co możecie o sobie powiedzieć?

Czas mija, czyli ulubieńcy października

jeshoots-com

Październik zleciał mi tak szybko, że szczerze mówiąc mam wrażenie, że trwał jedynie tydzień. Nie lubię, gdy czas tak szybko ucieka, bo to znaczy, że byłam zbyt zajęta w danym miesiącu, by zobaczyć upływający czas. Na blogu nie pojawiały się zbyt często posty, ale kilka ich było :). A teraz zapraszam na ulubieńców poprzedniego miesiąca!

b82f727a-3c70-4e03-807a-6631b0dc774a

Zacznę od serialu, który w ostatnim czasie namiętnie oglądałam z moją przyjaciółką. Chodzi o nową produkcję TVNu , „Na noże”, serial o młodym kucharzu, który spełnia swoje marzenie i zakłada swoje Bistro. Więcej napiszę o nim w mojej serii „99 seriali”, ale już dziś bardzo go polecam!

W książkach w tym miesiącu królowały kryminały, bo w ostatnim czasie coraz bardziej mnie zaczynają „wciągać”. Niestety nie za wiele przeczytałam, wciąż tkwię na „Złudzeni” Charlotte Link, ale na szczęście już kończę, dlatego czekajcie na recenzję!

Moje życie byłoby kiepskie bez dobrego jedzenia. W październiku królowały głównie zupy, najlepsze na zimne dni i tania alternatywa obiadu na uczelni. Sama zrobiłam pyszną zupę szpinakową, którą widać na zdjęciu. Parę razy byłam też w najlepszym lokalu w Szczecinie – Pizza Kingu. Uwielbiam jeść tam pizze i burgery, szczególnie tego ogromnego burgera z wieprzowiną i bekonem za jedyne 10 zł (!). I za to właśnie kocham ten lokal, każdego dnia ma świetne promocje na pizze albo dania z całej karty a w weekendy nawet na alkohole. Nigdy nie mogę się oprzeć jedzenia z Pizza Kinga.

img_0939

W zeszłym miesiącu złapałam też „fazę” na orzeszki z Bakallandu a szczególnie te w miodzie! Są świetną alternatywą dla słodyczy i bardzooo mi smakują. A teraz w Biedronce jest na nie promocja.

img_0954

Ulubioną herbatą była zdecydowanie zielona z miętą z Lidla. Osobiście lubię dodać do niej kilka plasterków imbiru, który dodatkowo rozgrzewa o tej porze roku. Poza tym mięte kocham od zawsze, dlatego jej połączenie z zieloną herbatą jest obłędne.

img_0932

Październikowe wieczory umilał mi ulubiony wosk z Kringle o zapachu „Warm cotton”. Pachnie jak świeże pranie, dokładnie proszek do prania, którego zapach bardzo lubię. Jestem też osobą, która lubi ładne zapachy a szczególnie świeżo wyprane pranie. (Przepraszam za mój brudny kominek).

Sporo było kosmetyków w tym miesiącu, jednak moim sercem zawładnęło przede wszystkim masełko do ust z Nivea. Właściwie nie jestem wielką fanką tej marki, ale ten produkt jest naprawdę dobry. Świetnie radzi sobie z suchymi skórkami na ustach i dba o nie o tej porze roku. Znajdziecie go tutaj.

batman

W poprzednim miesiącu byłam też Batmanem :)). Chociaż jakoś nie powala :D.

A jakie są Wasze typy poprzedniego miesiąca?

99 seriali… #4

pexels-photo-57043

Jestem osobą, która najbardziej lubi siedzenie w domu, dlatego też podróże nie są dla mnie. Na mojej liście miejsc za granicą, które chciałabym odwiedzić, znajdują się zaledwie dwie pozycje a pierwszą jest Nowy Jork. Co mnie pociąga w tym mieście? Właściwie to nie wiem, ale nie znam osoby, która nie chciałaby się tam wybrać. Dlatego tłem dla trzech seriali, które dzisiaj zaprezentuje będzie właśnie to miasto.

dwie-splukane-dziewczyny

Dwie spłukane dziewczyny

Krótki sitcom o dwóch młodych kobietach, Max i Caroline, które ciężko pracują, by zrealizować swoje największe marzenie. Serial jest na tyle ciekawy, że nie tylko pokazuje zwykłą, szarą rzeczywistość, ale pracę, jaką trzeba wykonać, żeby się jakoś utrzymać. Max i Caroline nie żyją na wysokim poziomie, ale zawsze podchodzą do wszystkiego z uśmiechem i powoli realizują swoje cele. Serial też jest świetną satyrą na wszystkich bohaterów. Występuje tutaj Polka, która ma firmę sprzątającą i zarabia, by postawić sobie domek nad polskim jeziorem, Chińczyka, który jest właścicielem baru i wiele innych. Główna bohaterka, Max, ma też cięte riposty na temat wszelkich grup społecznych, narodowości i orientacji seksualnych. Tutaj nie ma tematów tabu i to mi się najbardziej podoba.

how_i_met_your_mother

Jak poznałem waszą matkę

Chyba każdy spotkał się z co najmniej jednym odcinkiem tego serialu! To kolejny sitcom o architekcie, Tedzie, który opowiada swoim dzieciom jak poznał ich matkę. Wszystkie wydarzenia z przeszłości związane są z jego grupką znajomych, których poznał w różnych okolicznościach. Serial ten, jak dla mnie jest zwyczajnie zabawny, dobry na poprawę humoru. Każdy z bohaterów jest inny, ale od każdego można się czegoś nauczyć. Nie do końca jestem zadowolona z tego, jak potoczyła się historia Teda i reszty bohaterów, ale z chęcią obejrzałabym go jeszcze raz.

sex-and-the-city-cast

Seks w wielkim mieście

Jest to serial o czwórce przyjaciółek, które mają niemałe problemy z mężczyznami. Za tło do tego serialu robią felietony głównej bohaterki, Carrie, która pisze do gazety o relacjach męsko-damskich. Każda z kobiet jest inna i każda pragnie czegoś innego ze strony mężczyzn. Wszystkie cztery od początku są samotne, ale i niezależne, prowadzą bogate życie seksualnego, którego się nie wstydzą. Najbardziej w tym serialu podobają mi się przemyślenia kobiet na temat mężczyzn, które przeważnie są trafne.

A jakie są wasze ulubione seriale, których akcja toczy się w Nowym Jorku?

Recenzja „Na południe od granicy, na zachód od słońca” – H. Murakami

Autor: Haruki Murakami
Tytuł: Na południe od granicy, na zachód od słońca
Wydawnictwo: Muza

Layout 1

Dużo słyszałam o książkach Murakamiego, ale nigdy nie miałam okazji nic z nich przeczytać. Do czasu, aż wybrałam się w dłuższą podróż pociągiem i przyjaciółka wyciągnęła ze swojej biblioteczki „Na południe od granicy, na zachód od słońca”. Bez większego przekonania wzięłam ją w podróż.

Haruki Murakami to japoński pisarz, eseista i tłumacz literatury amerykańskiej. Ukończył dramat klasyczny na Wydziale Literatury Uniwersytetu Waseda w Tokio. Pierwszą swoją powieść wydał w wieku 30 lat a następne jego książki tylko ugruntowały jego pozycję jako pisarza a także przyniosły mu sławę na zachodzie, głównie w Stanach Zjednoczonych.

„Na południe od granicy, na zachód od słońca” jest książką o mężczyźnie, który nie może znaleźć sobie odpowiedniej kobiety a wszystkie kolejne porównuje do swojej pierwszej miłości. Jest to dziewczyna z czasów szkolnych, z którą długo się przyjaźnił i której nigdy nie wyznał miłości. Od czasu, gdy kontakt z dziewczyną się urywa, chłopak zaczyna szukać sobie nowej miłości, jednak żadna nie jest na tyle idealna jak ta pierwsza, jedyna.

Murakami stworzył bardzo ciekawą powieść, w której nic nie jest oczywiste i wszystko jest tajemnicą. Główny bohater jest bardzo ciekawą postacią a jego wybranki są nietypowymi kobietami. Za każdym razem miłość do niego zmienia je diametralnie. „Na południe od granicy, na zachód od słońca” to bardzo ciekawa powieść psychologiczna o miłości, tej nieidealnej, kiepskiej, czasami nawet wyniszczającej. Pokazuje, jak bardzo dawna miłość potrafi zatruć nam życie i jak często drugi człowiek nie potrafi się na nowo zakochać.

Niebawem skuszę się na kolejną powieść Murakamiego, chociaż jeszcze nie wiem na którą. Myślę, że warto przeczytać w swoim życiu chociaż jedną książkę tego autora.

Recenzja „Zanim się pojawiłeś” – Jojo Moyes

Autor: Jojo Moyes
Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Wydawnictwo: Świat książki

zanim_sie_pojawiles

Długo zastanawiałam się nad napisaniem tej recenzji, właściwie sama nie wiem dlaczego. Na książkę Jojo Moyes trafiłam zupełnie przypadek, z polecenia Ani z bloga aniamaluje. Pochłonęłam ją niemal od razu, ale długo nic nie pisałam na jej temat. Dopiero dzisiaj postanowiłam to zmienić, chociaż sama nie wiem, czy nie jest zbyt późno.

„Zanim się pojawiłeś” to historia młodej kobiety, Lou, która zaczyna pracę jako opiekunka sparaliżowanego Willa. Początki jej pracy nie są zbyt udane, bardzo ciężko jest dziewczynie dotrzeć do swojego podopiecznego. Sytuacja z czasem się zmienia a wszystko za sprawą niezwykłej Lou, która potrafi szybko jednać sobie ludzi. Will jednak ma pewien plan, z którego ciężko jest mu zrezygnować.

Książka Jojo Moyes jest dość nietypowa, to pierwsza jej powieść, którą przeczytałam i szczerze mówiąc jestem pod wielkim wrażeniem. To nie jest typowa opowieść miłosna, chociaż na początku tak się zapowiada: dziewczyna z biednego domu zaczyna pracować u bogatego mężczyzny. Nie zgadza się tutaj jedno: mężczyzna. Will jest niepełnosprawny ruchowo i pragnie umrzeć.

Główna bohaterka jest bardzo pozytywną osobą, ubiera się tak, jak jej się podoba, chociaż nie zawsze dobrze to wygląda. Wydaje jej się, że nie jest zbyt zdolną osobą, dlatego nie myśli o studiach. Ma też ciężkie zadanie, to do niej należy utrzymanie rodziców, którym nie za dobrze się wiedzie. Jej życie można określić jako zupełnie przeciętne a jej sytuacje momentami za beznadziejną. Ale Lou się nie poddaje, idzie do przodu, nie zastanawiając się, co przyniesie jutro. Jest nie tylko pozytywna, jak wspomniałam wcześniej, ale również bardzo silna, nie poddaje się, gdy los rzuca jej kłody pod nogi.

Lou i Will są sobie bardzo potrzebni i uzupełniają się nawzajem. On wyciąga z niej to, co najlepsze, pokazuje jej jak dobrze jest sięgać po więcej i poszerzać swoje horyzonty. Ona sprawia, że pierwszy raz od wypadku staje się naprawdę szczęśliwy.

Jest to bardzo ładna, ale również i smutna historia. Pokazuje, jak bardzo ludzie potrzebują dopełnienia w swoim życiu i jak często tym dopełnieniem mogą być inni ludzie. Ja osobiście polecam każdemu przeczytanie książki „Zanim się pojawiłeś”!