Recenzja „W otchłani mroku” – M. Krajewski

Autor: Marek Krajewski
Tytuł: W otchłani mroku
Wydawnictwo: Znak

IMG_1876.JPG

Na książkę Marka Krajewskiego natrafiłam zupełnie przypadkiem, gdy już znudzona literaturą o tematyce miłosnej poszłam po radę do przyjaciółki. Ona długo nie myśląc sięgnęła do regału z książkami i wyciągnęła „W otchłani mroku”, dodając tylko, żebym uważała, bo autor piszę dość mrocznie. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałam dokładnie taką samą opinię, wypływającą z ust pani magister od angielskiego odnośnie mroczności tych powieści. Jednakże zaryzykowałam i myślę, ze nie mam czego żałować.

„W otchłani mroku” to książka pisana na wielu czasoprzestrzeniach i poruszająca dwie tematyki. Najpierw mamy historię mężczyzny, który w pewien sposób ucieka od widoku starszego profesora. Następnie wprowadzona jest bohaterka, której tenże mężczyzna opowiada historię z 1946 roku. Historię byłego lwowskiego komisarza, Popielskiego, prowadzącego początkowo śledztwo w sprawie UB, by następnie zająć się gwałtami na młodych kobietach.

Jest to przede wszystkim, jak już pisałam i z czym się zgadzam, bardzo mroczna powieść. Zło wypływa z niej w każdym słowie, by zamienić się na opis czynów, jakich dokonują mężczyźni na młodych kobietach. Można zauważyć w niej, jak bardzo pewni ludzie w swych popędach przypominają zwierzęta, do jakich bestialskich rzeczy są zdolni, by zaspokoić swoje potrzeby. Niestety, w powieści pokazana jest również znieczulica społeczna, bezmyślność ludzka, głupota i brak człowieczeństwa.

„Życie jest złe, a my zostaliśmy w nie wrzuceni. My wszyscy: wy, ja, a nawet mordercy Jasi! Jesteśmy ofiarami życia! Nie mamy jednak wyjścia, musimy tkwić w naszej egzystencji, choć jest ona absurdalna! Jakkolwiek by jednak była absurdalna, to i tak jest lepsza od śmierci!”

Dwie historie toczą się równocześnie i zacierają wzajemnie. Z jednej strony widzimy postaci dwóch filozofów, którzy walczą o swoje teorie. Z drugiej strony całe te walki napędzane są gwałtami na młodych i niewinnych dziewczynach. Jednakże owe historie się wzajemnie napędzają i nie mogłyby bez siebie istnieć.

„Natomiast ja do końca życia będę pamiętać o otchłani filozofów”

Zauważyłam również bardzo ciekawą rzecz, co do tej książki. Każdy podrozdział z 1946 roku pisany jest inną czcionką, by w ten sposób zaznaczyć z czyjej perspektywy jest on ukazywany. Dlaczego? Ponieważ mamy tam dwóch różnych narratorów, tj. Popielskiego piszącego swój pamiętnik w pierwszej osobie, oraz narratora wszechwiedzącego w trzeciej osobie liczby pojedynczej.

Spodobało mi się również to, że autor na samym końcu podaje informacje odnośnie dokładniej daty ukończenia powieści. Mamy również w książce zawarte posłowie, w którym dokładnie wytłumaczony jest „sens” całej książki oraz to, dlaczego w ogóle została napisana.

Po przeczytania całej powieści od razu można zauważyć jak bardzo inteligentny jest autor i jak ogromną wyobraźnie posiada. Ja z pewnością nie poprzestanę na tej jednej książce Krajewskiego i już dzisiaj „biorę się” za kolejną. Serdecznie polecam każdemu, kto jeszcze nie czytał!

Reklamy